Czasami trudno jest coś zaakceptować – pogodzić się ze stratą, niedogodnościami i przykrymi niespodziankami, których los ma dla nas więcej, niż wcześniej podejrzewaliśmy, że może mieć. Jeszcze ciężej jest przebaczyć, tak po prostu – szczerze, od serca. Znacznie łatwiej jest bowiem tworzyć nieustanną linię oporu przed życiem, które chciałoby już dalej popłynąć, ale nie może, bo mu na to nie pozwalamy. Kurczowo trzymając się bólu, abstrakcyjnego poczucia dumy i żądzy zemsty – miesiącami, a nawet latami dusimy w sobie coś, co już dawno powinno nas opuścić.
Warto być pewnym siebie – to fakt, niemalże naukowo poparty. Ale co to tak naprawdę znaczy, że oto ktoś jest osobnikiem, którego można uznać za pewnego siebie? Każdy jest w czymś mocny, najczęściej w jakiejś szczególnej aktywności. I właśnie podczas robienia tej rzeczy, rodzi się nasza pewność, bo jeśli jestem w czymś dobry, to mogę sobie pozwolić na bycie zdecydowanym. Chociaż w jednym obszarze. Mistrzostwem okazuje się jednak opanowanie i śmiałość na wszystkich fundamentalnych polach swojego życia – od swobody podczas robienia tego czego się kocha po niczym nieskrępowane obycie w każdym towarzystwie.
Jest coś takiego, co rozwiązuje 99 % ludzkich problemów. “To coś” odkryto tysiące lat przed naszą erą i wydaję się, że niestety było to tak dawno temu, że większość ludzi zapomniała, co tak naprawdę się liczy. Co daje realne efekty, pozytywne zmiany i nadaje życiu sens. Mowa o działaniu, które w wielu przypadkach jest odpowiedzią na jakąkolwiek trudną kwestię.
Samurajowie żyli według określonego kodeksu. “Droga wojownika” zakładała, żeby żyć tak, jakby już zdążyło się umrzeć. Całkowicie pogodziło się z tym faktem i uwolniło tym samym od strachu. Strachu przed śmiercią, problemami, wrogami (obecnie większość z nich to hejterzy) i troskami, które pojawiają się w życiu, jak grzyby po deszczu. Czego możemy nauczyć się, zgłębiając postawę feudalnych rycerzy japońskich – dowiesz się w tym wpisie.
Kiedyś medytacja kojarzyła mi się z nadludzko opanowanymi mnichami z zakonu Shaolin, którzy pościli od tygodni i od czasu do czasu (kiedy akurat nikt tego nie widział) – lewitowali w powietrzu, gardząc przy tym wszystkimi “nieoświeconymi” ludźmi, którzy uznali życiowy chaos i wyścig szczurów za normę. Cóż, ten odrealniony koncept legł w gruzach, gdy dowiedziałem się o wielu naukowych dowodach, które jasno pokazały mi, że medytacja jest niesamowicie przydatnym narzędziem. Praktyką, która ma dobroczynny wpływ na dosłownie każdą płaszczyznę ludzkiego życia.
Prokrastynacja, czyli patologiczna skłonność do ciągłego odkładania wszystkich spraw na potem. Źródła tej tendencji można się doszukać w konflikcie między układem limbicznym (dążenie do uzyskania natychmiastowej nagrody) a korą przedczołową (zarządzanie sobą w czasie). Momentalna ulga po odłożeniu jakiejś czynności na później, każe człowiekowi wierzyć, że kładąc się na kanapie, podjął słuszną decyzję. Niestety doskonale zdaję sobie sprawę, jak ciężko czasem, szczególnie w natłoku obowiązków – wziąć się w garść i z lenia zamienić się w tytana pracy, który brzydzi się bezczynnością, ale jest to możliwe. Dzisiaj o 3 sposobach na to, jak się w takim stanie przełamać i zabrać do roboty.
Zawsze się śmieję, że mój rozwój osobisty zaczął się od picia zielonej herbaty i robienia kilkudziesięciu brzuszków dziennie. Oprócz tego już na samym początku podejrzewałem, że najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby dojść do takiego momentu, w którym śmiało można uznać, że prawdziwie kocha się samego siebie, że wówczas wiele spraw ułoży się “samo przez się”. I wiesz co? Miałem rację. I wiem również, że może to wydawać się tandetne, ale jest to jedno z największych odkryć, do których udało mi się dotrzeć na ścieżce psychologii i rozwoju.
Istnieją różne prawa. Od fizycznych po te, które rządzą relacjami. Dzięki temu większość rzeczy ma sens i jako tako “kupy się trzyma”. Świat od wieków nakreśla również pewne zasady przeznaczone dla mężczyzn, których przestrzeganie okazuje się dla nich często najlepszą rzeczą, jaką mogą w życiu robić. Niestety w szkołach chłopców nie naucza się, że istnieje coś takiego, jak konkretny zbiór męskich reguł, które warto znać i praktykować. Cóż, dziś więc biorę to na swoje barki.
Ludzie dzielą się na dwa typy – tych, którzy połknęli haczyk pt. “nie wychylaj się z szeregu i wiedź szary żywot” oraz tych, którzy nie dali się omamić i stwierdzili, że sukces jest dla każdego. Ci pierwsi, choć mogą mieć przebłyski, w gruncie rzeczy skończą z przeciętnością wypisaną na twarzy, czasami nawet będzie im to pasować, tym bardziej trzeba zostawić ich w spokoju. Ci drudzy natomiast, w jakimś momencie uświadamiają sobie, że chcą od życia czegoś więcej, że warto myśleć w wyższych kategoriach, że dobrze jest zmieniać świat, stawać się lepszą wersją siebie, zarabiać duże pieniądze i osiągać cele, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się szalone.
Mężczyźni są z reguły racjonalnymi stworzeniami – jeżeli coś jest białe, to po prostu jest białe i kropka. Kobiety w tej bieli odnajdą tysiąc odcieni, by chwilę później zwątpić, czy to jednak jest ten kolor. I choć bardzo się staram, zrozumienie kobiecej psychologii jest i prawdopodobnie zawsze będzie największym wyzwaniem w moim życiu. Dlatego większość gości nigdy nie pojmie, dlaczego m.in. nie warto brać na serio każdego zdania, które wypowiadają ich kobiety.