ROZWÓJ OSOBISTY | PRAKTYCZNA PSYCHOLOGIA | RELACJE MIĘDZYLUDZKIE

10 sposobów na motywację (część I)

, Motywacja



Motywacja jest jak wspaniała kobieta u Twego boku, której obecność daje Ci tę nadzwyczajną siłę do zmian na lepsze. Podejrzewam, że od dłuższego czasu wiesz, jak odmienić swoje życie. Zdajesz sobie sprawę, co takiego szczególnego musisz zrobić, aby osiągnąć sukces na określonym polu. I być może tego nie robisz, bo brak Ci legendarnej motywacji. Istnieją jednak sposoby, aby zaczęło Ci się bardziej chcieć, niż nie chcieć.

1. Wyznacz cele krótko i długoterminowe.

Cele należy dzielić na mniejsze (te, które wkrótce zrealizujesz), oraz większe (te, które nadejdą po kilkunastu miesiącach lub kilku latach). Najlepiej rozpisać to wszystko na kartce. Mając świadomość swoich planów, dostarczasz sobie paliwa do działań. Gdy wiesz, że za jakiś czas osiągniesz część swoich zamierzeń, jesteś regularnie motywowany w stosunkowo krótkich odstępach czasowych. Dzieje się tak dlatego, ponieważ niejednokrotnie drobne osiągnięcia będą składową Twojego głównego celu. „Skoro udało mi się wejść na pierwszy stopień i widzę pierwsze efekty, mam motywację, aby robić to dalej”.

Poza tym, gdy posiadasz jasno określone zamierzenie, o którym pisałem we wpisie: „Cele S.M.A.R.T.” – Twoja droga do sukcesu staje się nader rzeczywista (możliwa). Nie muszę chyba tłumaczyć, jak zbawiennie wpływa to na Twoje chęci do działania?

2. Wizualizuj przyszłe efekty.

Jeśli miałbym dać Ci jeden sposób na motywację, to byłaby to codzienna, 30 minutowa wizualizacja przed pójściem lulu. Konsekwentne przywoływanie obrazów, w których osiągasz sukces, zaprogramują Twój organizm do tego, abyś rzeczywiście dopiął swego. Z czasem nie będziesz mógł wyobrazić sobie swojego życia bez realizacji celu, który trwale zagościł w Twoich myślach. Tak to działa. Więcej na ten temat: „Wizualizacja celu”.

3. Znajdź czynnik ryzyka i wykorzystaj go.

Nie wiem czy wiesz, ale motywacja ma największe natężenie, gdy prawdopodobieństwo sukcesu i porażki jest równe. Wiedząc, że wygraną mamy w garści – zaczynamy bagatelizować sprawę i nierzadko tracimy jakąkolwiek chęć do dalszych działań. Ryzyko niepowodzenia może więc stanowić (i w gruncie rzeczy stanowi) naszą moc napędową. Ludzie z nagła wykrzesują z siebie siły niewyczerpane, gdy okazuje się, że muszą wykarmić nowo narodzonego bobasa – nie potrzebują poklepywania po plecach i dodatkowej zachęty, aby ruszyć tyłek i zarobić na chleb – po prostu to robią, jakimś cudem znajdują robotę i niezłomną dyspozycję do pracy.

Żebyśmy się rozumieli – nie piszę, żebyś postarał się o dzidziusia, to tylko przykład – podobnie zachowujemy się również po rozstaniu, kiedy to boimy się samotności i za wszelką cenę pragniemy udowodnić osobie, która nas zostawiła, że popełniła największy błąd w swoim życiu itp. Cała idea bodźca, który stwarza okoliczności ryzyka, polega na tym, aby znaleźć zewnętrzny czynnik, który sprawi, że niejako nie będziesz miał możliwości siedzieć całymi dniami w domu z założonymi rękami i trzeci raz z rzędu oglądać ten sam serial.

Dobrym pomysłem jest ogłoszenie wszem i wobec (na facebooku np.), że do końca roku dorobisz się kaloryfera na brzuchu. Presja tejże obietnicy z dużym prawdopodobieństwem zmotywuje Cię do przestrzegania diety i codziennego wstawania o bladym świcie, aby przebiec 10 kilometrową trasę. Możesz też założyć się z najlepszym kumplem o konkretniejsze pieniądze, że do swoich kolejnych urodzin założysz własną działalność. W zasadzie możliwości są nieograniczone, wystarczy zastanowić się, jak wykorzystać tego typu czynniki motywujące.

Istnieje jeszcze jeden, stosunkowo drastyczny, acz niezwykle efektywny sposób na motywację tego rodzaju – jest to uczucie jakie pojawia się, gdy leżysz na dnie dna, przykryty 3 metrową warstwą mułu i wodorostów z rodzaju sinic. Świadomość, że straciłeś wszystko, gdy czujesz się jak największy przegraniec tego świata i po prostu gorzej być już nie może. Mam przez to na myśli, że dosłownie musisz doprowadzić się w pewnym aspekcie życia do ruiny, być może maksymalnie się upodlić bądź zostawić za sobą całą przeszłość i nigdy o niej nie wspominać. Pamiętaj, że tylko od dna możesz się tak skutecznie odbić.

Mogą to też być przygnębiające emocje, które odczuwasz, gdy w końcu boleśnie dotarło do Ciebie, że wyglądasz oraz zachowujesz się jak skończony burak i w istocie jesteś skończonym burakiem. Wtedy Twoje ego nie pozwoli Ci bytować w takiej sytuacji przez długi czas – chęci do zmian pojawiają się same. Bo nie dość, że obecna rzeczywistość jest nie do zniesienia, to bardzo często masz okazję w podobnych okolicznościach, zacząć swoje życie na nowo – od zera. Posiadasz czystą kartę i od teraz możesz na niej zapisać dokładnie to, co chcesz.

4. Otaczaj się ludźmi, którzy osiągnęli więcej od Ciebie.

Być może nie jesteś w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo możemy się zmieniać poprzez wpływ otoczenia. Już nawet nie chodzi o to, żebyś codziennie zbijał pionę z Leszkiem Czarneckim albo pił poranną kawę z Janem Kulczykiem. Po prostu postaraj się rozwijać kontakty z ludźmi, którzy żyją na wyższym poziomie, niż Ty. Da ci to możliwość zauważenia, że sukces to rzecz normalna, bo skoro im się to udało, czemu Tobie miałoby się to nie udać? Zaczniesz zauważać swoje braki, ale również możliwości, których wcześniej nie widziałeś i po prostu przesiąkniesz mentalnością sukcesu, która naturalnie popchnie Cię ku większym osiągnięciom.

Oprócz tego masz szansę, aby się wiele nauczyć od takich osób. Często to właśnie oni będą dobrze wiedzieć jak, np. efektywnie zarabiać pieniądze, właściwie się sprzedać, wyglądać oraz co powinieneś zrobić, aby zyskać rozgłos bądź założyć własny biznes. Twoje ambicje automatycznie wskoczą na inny level, dzięki czemu będziesz zmotywowany, aby osiągnąć to samo lub jeszcze więcej, co ludzie myślący w podobnych kategoriach.

Unikaj natomiast osób, które nie wnoszą absolutnie niczego do Twojego życia. Nie mówię już nawet o „znajomych”, którzy starają się za wszelką cenę udowodnić, że jesteś gorszy od nich i negują każdy Twój pomysł, który mógłby wyrwać Cię z szarego szeregu najniższych oczekiwań. Wyrzuć ich ze swojego życia, tak jak wyrzucasz osmarkaną chusteczkę higieniczną do kosza.

5. Nagradzaj się za ciężką pracę.

Nagroda ma wartość, ale tylko wtedy, gdy musieliśmy poświęcić czas, energię bądź pieniądze, aby coś osiągnąć. Wówczas ma ona sens i właściwości motywacyjne. Ostatnio czytałem pewien popularny magazyn dla mężczyzn i bardzo spodobało mi się to, że ludzie piszący dla tej gazety odchodzą od ortodoksji. Otóż pisali tam o intensywnym programie treningowym, połączonym ze stosunkowo rygorystyczną dietą. Nie próbowałem, ale oczywiście nie wątpię, że ów program dawał wspaniałe rezultaty. Najlepsze jednak było to, że raz w miesiącu można było „poszaleć” i np. zjeść sporą porcję lodów albo wypić duży kufel piwa.

Wiem jak docenia się smak lasagne, gdy przez ostatnie tygodnie jadło się wyłącznie gotowane jaja, szparagi i pierś z kurczaka na parze. Zdjęcia tych wszystkich nagród (produktów) i wyobrażenie, jak to wszystko będzie wspaniale smakować, gdy będziesz mieć świadomość, że udało Ci się ukończyć część programu treningowego jest świetnym motywatorem. Nie wspominając o znacznej poprawie sylwetki – odbierasz taką nagrodę jako zasłużony, ktoś, kto zrobił swoje i ma zupełne prawo do tego, aby z wdzięcznością celebrować swój sukces.

Jakiś czas temu okazało się, że napisałem okrągłe 50 niesamowitych artykułów na łamach Coaching Time. Na mojej półce od dłuższego czasu stała zakurzona butelka 12-letniej whisky Chivas Regal, której wcześniej tak po prostu nie śmiałem zaczynać. Ale to był idealny moment, aby ją otworzyć. I możesz mi wierzyć – smakowała jak prawdziwa nagroda. Warto było na to zapracować – kiedy dojadę do setki wpisów, znowu nagrodzę sie w podobny sposób. To zawsze kilka dodatkowych, cennych punktów do motywacji.

Generalnie nie musisz się ograniczać, możesz sprawiać sobie różnego rodzaju prezenty, jeśli czujesz, że na pewnym polu rzeczywiście udało Ci się coś osiągnąć. Miej jednak na uwadze, żeby zawsze był to zasłużony efekt Twojej pracy.

Ciąg dalszy wpisu: „10 sposobów na motywację (część II)”.