ROZWÓJ OSOBISTY | PRAKTYCZNA PSYCHOLOGIA | RELACJE MIĘDZYLUDZKIE

O potencjale i ludzkiej potrzebie stawiania sobie wyzwań

, Motywacja



Zima ustąpiła miejsca krokusom i pierwiosnkom. Dzień stał się dłuższy i zachęcający do współpracy. Jest coś takiego w wiosennej aurze, że „się chce” – zaplanować wyjazd, zrzucić kilka kilogramów lub po prostu wyznaczyć sobie co ambitniejsze cele. Magdzie – 36 letniej kobiecie z Trójmiasta się nie chciało, choć bardzo chciała, żeby jednak.

Dzisiaj kosztem jutra

„Wyzwanie” – samo to słowo wywoływało u Magdy specyficzną reakcję. Wyglądało to w ten sposób, że emocjonalnie odczuwała silny niepokój zmiksowany z przygnębieniem w proporcji 1:1. W jej ciele zaś pojawiało się napięcie i zesztywnienie karku. Coś było nie tak. Szczególnie że w przeszłości powiew wiosennej bryzy zawsze dodawał jej skrzydeł.

Co odebrało dziewczynie chęci? Może po prostu miała dość wszechobecnego kultu osiągania sukcesu? Była zmęczona pracą? Miała obniżony nastrój przez niezdiagnozowaną niedoczynność tarczycy? A może cierpiała na zaburzenia lękowe, blokowały ją dysfunkcyjne przekonania lub nękały inne poważne problemy? Nic z tych rzeczy – przynajmniej nie w jej przypadku.

Oto Magda wybrała tymczasowe poczucie bezpieczeństwa, złudną stałość i kompulsywne sięganie po łatwo dostępne przyjemności. Rezygnując tym samym z własnego potencjału. W końcu miała do tego prawo.

Kiedyś marzyła o tym, aby dostać się do szkoły aktorskiej, występować w teatrze – słyszała, że to naprawdę mogłoby się udać, ale jakoś do końca w to nie wierzyła. Ostatnio miała zamiar doszlifować swój francuski, ale nie mogła znieść, że jako początkująca w szkółce językowej byłaby w tyle. Zawsze chciała mieszkać w Paryżu. Powtarzała, że w tamtejszych kawiarniach czuła się jak w domu i tęskni za tym miejscem.

Obawiała się też macierzyństwa. Czasem wyobrażała sobie tylko, że gdyby miała córeczkę, nazwałaby ją Nadia. Że razem wspólnie chodziłyby na lody i szydełkowały jesienne szaliki. Wyobrażenia te były źródłem życzliwych uczuć, by po chwili zamienić się w żal, którego całkiem skutecznie można było się pozbyć kieliszkiem półwytrawnego wina.

Potencjał tkwiący w przyszłości

Kiedy żyjemy, dostrzegając wyłącznie perspektywę krótkoterminową, nie widzimy tego, co możemy utracić kosztem tkwienia w jednym miejscu. Dzieje się tak, gdy codzienność wypełniają rozmowy o polityce, nowy sezon serialu, modna restauracja w centrum, ulubione piwo, wciągająca gra na telefonie i przeglądanie mediów społecznościowych. Dziś wydaje się bezpieczne, przyjemne i interesujące. Czemu więc świadomie z tego rezygnować, spoglądając na horyzont chłodnego jutra? To bardzo dobre pytanie.

„Jeśli nie zapuszczamy się bowiem na nieznane wody, rzeczywistość nie ma wielu okazji, aby zmuszać nas do skorzystania z drzemiących nas zdolności.” – Jordan B. Peterson

Badania naukowe pokazały, że gdy ludzki organizm znajdzie się w nowej sytuacji (lub sam się w takowej stawia) aktywowane są nowe geny w centralnym układzie nerwowym. Następstwem tego procesu jest kodowanie nowych białek, które fizycznie zmieniają strukturę i funkcjonowanie naszego mózgu. Oznacza to, że istnieje w nas potencjał, który może się zamanifestować tylko wtedy, gdy zrezygnujemy ze stagnacji.

Kiedy podejmujemy nowe wyzwania, uczymy się nowych rzeczy i umiejętności, przestajemy stać w miejscu. Wiąże się to z ryzykiem porażek, uczuciem dyskomfortu oraz podwyższonym poziomem odczuwanego stresu. Jednocześnie jest to okazja do tego, aby stać się silniejszym, bardziej kompletnym człowiekiem. Kimś, kto odnajduje sens w cierpieniu dzisiaj, aby jutro było tego cierpienia mniej.

Nie uciekniesz przed żalem

Realizując swoje cele zgodnie z własnymi wartościami, mimo że jest to często bardzo trudne, zmieniamy się na lepsze nie tylko siebie, ale również dla otaczającego nas świata. I choć brzmi to nieco pompatycznie, to prawda jest taka, że bohaterka tego wpisu mogłaby wiele zyskać, gdyby trochę bardziej powalczyła o siebie oraz swój potencjał, aby w perspektywie długoterminowej wieść pełniejsze i bardziej wartościowe życie.

Fakty są takie, że w pewnym wieku musisz się pogodzić z zastaną sytuacją – w związku ze swoim zdrowiem, pracą lub życiem osobistym. A później… umierasz. Twój czas się kończy. Wszystkie „chciałem”, „marzyłem”, „powinienem” przestają mieć znacznie. I pojawia się żal, którego odsuwało się od siebie każdego dnia, włączając kolejny odcinek serialu. Skumulowany uderza z miażdżącą siłą, wszechogarniając, pozostawiając bez złudzeń.

Strach przed podejmowaniem wyzwań może paraliżować – to całkowicie zrozumiałe. Warto jednak pomyśleć nad tym, czy dobrowolne „wypłynięcie na nieznane wody”, nie jest korzystniejsze od czekania na burzę, na którą kompletnie nie jesteśmy przygotowani.