ROZWÓJ OSOBISTY | PRAKTYCZNA PSYCHOLOGIA | RELACJE MIĘDZYLUDZKIE

Medytacja – poradnik dla początkujących

, Rozwój osobisty



Kiedyś medytacja kojarzyła mi się z nadludzko opanowanymi mnichami z zakonu Shaolin, którzy pościli od tygodni i od czasu do czasu (kiedy akurat nikt tego nie widział) – lewitowali w powietrzu, gardząc przy tym wszystkimi „nieoświeconymi” ludźmi, którzy uznali życiowy chaos i wyścig szczurów za normę. Cóż, ten odrealniony koncept legł w gruzach, gdy dowiedziałem się o wielu naukowych dowodach, które jasno pokazały mi, że medytacja jest niesamowicie przydatnym narzędziem. Praktyką, która ma dobroczynny wpływ na dosłownie każdą płaszczyznę ludzkiego życia.

„Bardzo wierzę w rozwój osobisty. Nie jestem zwolennikiem New Age, ale wierzę w medytację i z tego powodu zawsze lubiłem buddyzm. Kiedy byłem w Japonii odwiedziłem buddyjskie świątynie i medytując tam czułem się znacznie lepiej.” Clint Eastwood

Na szczęście nie żyjemy już w czasach, w których medytację kojarzyło się głównie z religią (najczęściej z buddyzmem). Od niedawna stosuje się ją w psychoterapeutyce i jako bardzo istotny element sztuki samodoskonalenia się. I nie chodzi nawet o to, żeby koniecznie dzięki temu osiągnąć oświecenie i przezwyciężyć lęk przed śmiercią, choć jakby się głębiej nad tym zastanowić, takich efektów rzeczywiście można się „kiedyś tam” spodziewać. Oprócz tego interesujący wydaje się fakt, że psychologia, szczególnie transcendentalna, w opozycji do behawioryzmu i klasycznej psychoanalizy – aktywnie zajmuje się technikami medytacyjnymi w celu odkrywania najwyższego potencjału człowieka.

Co możesz zyskać dzięki medytacji?

Dzisiaj, choć wstęp mógł to sugerować, nie napiszę o wszystkich wspaniałych dowodach na to, że medytacja działa i m.in. wzmacnia układ odpornościowy (zmniejszając tym samym poziom kortyzolu w organizmie), zwiększa siłę woli, poprawia kondycję psychofizyczną, daje poczucie harmonii oraz pozwala na ponadprzeciętną kontrolę swoich myśli i emocji. Z moich doświadczeń – regularne medytowanie „wyostrza” wyobraźnię i skupienie, rozwija poczucie humoru, inteligencję emocjonalną oraz pozwala na docenienie chwili obecnej w taki sposób, jaki wcześniej nie był mi znany. O tym jeszcze będzie osobny wpis, póki Co odsyłam Cię choćby do wyszukania naukowych badań potwierdzających skuteczność medytacji w internecie.

Na ten moment, po prostu warto zaznaczyć, że jest to, w mojej opinii, najbardziej efektywne ćwiczenie dla umysłu i ciała, a które można uznać za naturalny narkotyk, zapewniający źródło pozytywnego haju (legalny i bez żadnych negatywnych efektów ubocznych). Każda sesja medytacji może stać się świętem, jeśli nauczysz się, jak uspokoić wzburzony umysł i… na kilkanaście minut przestaniesz o czymkolwiek myśleć. Albo skupisz się na jednej konkretnej rzeczy, co może okazać się nie lada wyzwaniem po latach nieustannej gonitwy myśli, gdzie nie było przerwy na chwilę odpoczynku od zgiełku codzienności.

Potraktuj poniższe kroki, jako „poradnik dla początkujących”, dzięki któremu jesteś w stanie zacząć praktykować medytację. Istnieje wiele szkół tejże praktyki, dziś o podstawowej, najczęściej stosowanej formie, która, przy odpowiedniej regularności – przynosi wyraźne rezultaty. Na koniec, aby zrozumieć istotę medytowania, wyobraź sobie centrum szalejącego cyklonu. Twoje zadanie polega na tym, aby poczuć, że jesteś w tym punkcie, a może raczej – jesteś tym miejscem, w którym panuje spokój, a cały zewnętrzny świat problemów i trosk nie pochłania Twojej uwagi, choć paradoksalnie czujesz, że jesteś jego częścią.

1. Zajmij dogodną dla siebie pozycję i zamknij oczy.

Znajdź jakieś spokojne miejsce – unikaj pomieszczeń, w których będziesz narażony na potencjalne rozproszenie, np. w postaci miauczącego kota lub niewdzięcznych dzieci, które za wszelką cenę będą chciały pokopać piłkę w Twoim otoczeniu. Dlatego warto rozeznać się w jakich porach dnia nikt, ani nic nie będzie zawracać Ci głowy swoją obecnością. Medytować można w zasadzie w każdej pozycji – nie jesteś więc zmuszony, aby silić się na wyrafinowany, jakże często kojarzony z medytacją – „kwiat lotosu”. Osobiście siadam na prostym krześle, kiedyś miałem w zwyczaju po prostu leżeć na łóżku, ale to zbyt często kończyło się niekontrolowaną drzemką, dlatego najbezpieczniej i najwygodniej jest po prostu siedzieć. I tego będziemy się trzymać.

Istotne, aby przez cały czas trwania procesu utrzymywać swoją postawę w pionie – nie powinno być to szczególnie trudne, ani dla Twoich pleców, ani dla szyi i głowy, jeśli masz za sobą oparcie w postaci… oparcia krzesła. W takiej pozycji postaraj się maksymalnie zrelaksować – odpręż swój umysł i mięśnie, tutaj może pomóc „przywołanie” uczucia wdzięczności/wygody. Następnie, aby mieć kontrolę czasową – odpal minutnik (taki smartfonowy świetnie się nada) na 15 minut i zamknij oczy.

Z góry uprzedzam, że jeśli to Twoja pierwsza sesja medytacji, to może być najdłuższe 15 minut w Twoim życiu. Ale nie bój nic, bo wraz z praktyką, ten czas stanie się dla Ciebie niejednokrotnie za krótki. Z mojego doświadczenia – jeśli podczas medytacji jestem wyjątkowo „obecny” i nie chcę tegoż stanu przedwcześnie tracić (bo jest naprawdę rewelacyjny), często przedłużam swoją sesję do 20, a nawet 25 minut.

2. Skup się na oddechu.

Gdy już siedzisz w odpowiedni sposób z zamkniętymi oczyma, czas na wyciszenie umysłu i natłoku pojawiających się myśli. Medytacja generalnie polega na tym, aby o niczym nie myśleć, ale nie jest to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Z tego względu zaleca się skupić się na swoim oddechu. Na początek weź kilka głębszych wdechów i wydechów – pozwól swojemu ciału nadać rytm Twojemu oddechowi, na którym w następnej kolejności zawiesisz swoją uwagę.

Oczywiście, szczególnie gdy dopiero zaczynasz przygodę z medytacją, możesz irytować się, że nie jesteś w stanie się odpowiednio wyizolować od naprzykrzających się myśli – o problemach, niezapłaconych rachunkach i zastanawianiu się, czy warto iść do sklepu po ziemniaki. Coś takiego jest zupełnie normalne, dlatego nie krytykuj się, ani nie oceniaj w żaden sposób za to, że nie potrafisz skupić się na wyłącznie jednej rzeczy. Za każdym razem, gdy uświadomisz sobie, że Twoje myśli „odpłynęły” – pogratuluj sobie zauważenia tego faktu i z powrotem skieruj uwagę na oddech.

3. Postaraj się być obecnym.

Gdy wzburzone fale Twojego umysłu ucichną, a Ty poczujesz, że od dłuższego czasu jesteś skupiony wyłącznie na swoim oddechu – postaraj się być całkowicie obecnym w tym momencie. Możesz to zrobić na wiele sposobów. W moim przypadku działa uświadomienie sobie każdego dźwięku, którego mogę zarejestrować, nie pomijając przy tym obecności ciszy. Oprócz tego, poprzez zwykłą sugestię blokuję wszystkie myśli, które odciągają moją uwagę od chwili obecnej.

Polecam również skupić się na odczuciach na przestrzeni całego ciała, np. na kontakcie stóp z podłożem lub na szczególnych wrażeniach kinestetycznych, które zauważasz w obrębie miejsca, w którym Twoje pośladki stykają się z krzesłem. Kiedy jestem w pełni zanurzony w teraz – lubię otworzyć oczy i skupić swoją uwagę na jednym punkcie, co niejako „poszerza” to doniosłe poczucie teraźniejszości o wrażenia wzrokowe. To tylko moja osobista preferencja, więc jeśli wygodniej Ci mieć zamknięte oczy od początku do końca – na pewno na tym nie stracisz. No może trochę.

Jak często praktykować medytację, aby dawała efekt? Myślę, że 5 razy w tygodniu, to absolutne minimum. Osobiście staram się medytować codziennie – wówczas mam pewność, że czerpię z tej praktyki wystarczające korzyści. Co ciekawe – zawsze znajdziesz dobry powód, aby opuścić jakiś dzień. Jeżeli jednak będziesz mieć na tyle wytrwałości, aby medytacja stała się Twoim nawykiem, możesz liczyć na samoistną motywację do tego, aby bez większych oporów usiąść na tyłku i przestać o czymkolwiek myśleć. Szczególnie, jeśli naprawdę nauczysz się bycia „obecnym” – wtedy większość sesji będzie dla Ciebie satysfakcjonującym przeżyciem.

Oczywiście zawsze będą Ci się zdarzać momenty lub dni, w których podczas sesji medytacji będziesz atakowany przez myśli pt. „Co ja wyprawiam, czy naprawdę nie mam nic lepszego do roboty??” – uznaj to za zupełną normalność i nie zniechęcaj się, ponieważ za każdym razem, gdy uda Ci się wejść w stan „obecności”, poczujesz, jakby sam Bóg pogłaskał Cię po głowie i wtedy kolejny raz zrozumiesz, dlaczego opłaca się medytować. A nawet – dlaczego czasem warto przedłużyć swoją sesję o kilka dodatkowych minut.