ROZWÓJ OSOBISTY | PRAKTYCZNA PSYCHOLOGIA | RELACJE MIĘDZYLUDZKIE

Czy kłótnie w związku są potrzebne?

, Psychologia



Wiele osób myśli, że „idealny związek” to taki, w którym nie ma żadnych kłótni, negatywnych emocji i w ogóle wszystko zawsze jest zawsze cacy. Szczycą się: „My się nigdy nie kłócimy”. Tymczasem najdłużej trwające i najszczęśliwsze związki, to bardzo często relacje, w których jest trochę miodu i nieco octu jednocześnie. Badania przeprowadzone na parach pokazują, że sprzeczki raz na jakiś czas mogą być zbawienne dla przetrwania relacji partnerskiej.

Słodko-gorzki złoty środek

Jordan Peterson, psycholog kliniczny w jednym ze swoich wykładów wspominał o badaniu, w którym osoby w związkach miały określać swoje interakcje z drugą połówką w ciągu dnia jako pozytywne lub negatywne. Na podstawie tych wyników dokonano predykcji trwałości ich relacji. Okazało się, że jeśli będzie mniej niż pięć pozytywnych interakcji na jedną negatywną, to związek szybko się rozpadnie. Co ciekawe przy więcej niż 11 pozytywnych na jedną negatywną relacja również nie przetrwa!

W związku potrzebujemy wyzwań, choć może Ci się wydawać, że marzysz o partnerze, który spełni wszystkie Twoje zachcianki. Kimś, kto zupełnie akceptuje Ciebie i każde Twoje zachowania.

Co jest więc najzdrowszą formą interakcji w związku? Okresy pokoju przeplatane drobnymi sprzeczkami. W ten sposób dajecie sobie impuls do rozwoju, uczycie się szanować własne granice. Jesteśmy ludźmi, więc mamy potrzebę wyrażania szerokiego wachlarzu uczuć i zachowań, nie tylko tych „pozytywnych”. Oczywiście nie chodzi o to, żeby agresywnie wściekać się przy akompaniamencie tłuczonych talerzy lub obrażać się na świat cały i nie odzywać się do siebie przez miesiąc. Chodzi o „drobne” tarcia, które są zdrową formą interakcji w niemal każdym związku.

Czy to więc oznacza, że jeżeli w ogóle nie sprzeczasz się ze swoim partnerem, na pewno zwiastuje to rozpad waszej relacji? Oczywiście, że nie. Odwołuję się tutaj do charakteru ludzkiej natury, która z definicji ma pewne blaski i cienie.

„My się w ogóle nie kłócimy” = „Tak naprawdę się nie znamy”

Powiedzmy, że znasz kogoś, jak ci się zdaje, na wylot. I nie kłócicie się w ogóle, co więcej jesteś obdarowywany pochlebstwami i prezentami na tyle często, że stało się to dla Ciebie czymś niemal codziennym. W takiej sytuacji jest bardzo prawdopodobne, że tak naprawdę w ogóle nie znasz tego kogoś! Nie ma między wami szczerej komunikacji, która jest niezwykle istotna, jeśli chcemy być wrażliwi na potrzeby swojego partnera i na odwrót.

Fakt, że ktoś z kim jesteś, nigdy na nic nie zwrócił Ci uwagi i zawsze ma to uległe spojrzenie w Twoim towarzystwie jest czymś przynajmniej niepokojącym (szczególnie, jeśli jesteście po tzn. okresie zakochania i w waszym życiu rutyna już siedzi w przedpokoju.). W praktyce może to oznaczać, że któreś z was w tej relacji się podporządkowuje i nie uwzględnia swoich potrzeb.

Prawdziwa relacja przypomina zapasy

Większość zdrowych psychicznie osób nie chce wyzwań, które nie są w jakimś stopniu wymagające. Natomiast ktoś, kto dla przykładu cierpi na narcystyczne zaburzenie osobowości, nie ma ochoty na żadne wyzwania, pragnie być z osobą, która będzie mu maksymalnie uległa i podporządkowana. A z tego miejsca jest tylko mały kroczek do złego traktowania i patologizacji relacji.

Nie bójmy się więc zdrowych konfrontacji z partnerem. Każdy z nas ma potrzebę mówienia o swoich potrzebach, z drugiej strony nikt nie czyta nikomu w myślach, więc asertywna komunikacja wydaje się kluczem do tworzenia satysfakcjonującej relacji partnerskiej. Kiedy „siłujemy się” w granicach rozsądku o rzeczy dla nas ważne, mamy szansę wspólnie z partnerem ewoluować. Bo jeśli zacznę zwracać uwagę swojej drugiej połówce, żeby przestała obscenicznie rzucać słuchawką z byle powodu, to następnym razem dwa razy się zastanowi, zanim to zrobi. To z kolei zaowocuje większym szacunkiem w związku. W ten sposób pokazuję, że mam swoje granice.

Jeśli pierwszy raz usłyszysz od swojego partnera: „Ty sieroto”, to prawdopodobnie nazwie Cię on w ten sposób drugi, trzeci i dziesiąty raz, a później doda do tego jeszcze bardziej soczyste epitety. Obraźliwe słowa staną się normą, ponieważ nie zostały w porę przystopowane. Jeśli pozwolisz małemu płomykowi palić się na Twoim blacie w kuchni, to jeśli go w czas nie zgasisz, zamieni się on w pożar, trawiący wszystko, na czym Ci zależy. Niestety wówczas ciężko jest zabierać się za próbę gaszenia czegokolwiek.

Pozwalając na przekraczanie naszych granic, doprowadzamy się do nieszczęśliwej relacji z partnerem. Partnerem, który może nawet nie zdaje sobie sprawy, że nas krzywdzi, bo przecież… nie czyta w naszych myślach. A jakże miło się nieco pomocować, wymienić kilka argumentów i oczyścić atmosferę w związku z uciążliwą sytuacją. Być może właśnie dlatego seks na zgodę jest taki dobry.