ROZWÓJ OSOBISTY | PRAKTYCZNA PSYCHOLOGIA | RELACJE MIĘDZYLUDZKIE

Dlaczego zawsze warto planować swój dzień?

, Rozwój osobisty



Wiele obowiązków? Dużo na głowie? Wtedy najłatwiej zapomnieć o… planowaniu. Poczucie przytłoczenia, jak ogarnąć swój dzień sprawia, że często zapomina się o rzeczy najważniejszej. Czyli o tym, żeby spokojnie usiąść, wszystko przemyśleć i istotniejsze sprawy zapisać w formie listy „do zrobienia”.

Najlepsza rada dla niezorganizowanych

Wyobraź sobie, że jest piątek. Akurat wypadło, że masz wolne. Cieszysz się, bo wiszą nad Tobą pewne zaległości. Musisz m.in. posprzątać piwnicę, zacząć kurs jogi i wykąpać psa. Aha, no i oczywiście kupić zapach do szafy, upichcić żeberka BBQ i spotkać się z Elą i Grzechem. W międzyczasie podlać kwiaty, znaleźć chwilę dla siebie i zadzwonić do rodziców, wysyłając przed tym raport z pracy kierasowi.

Ile z tych rzeczy naprawdę uda Ci się zrobić?

Prawdopodobnie większość, ale pewnie nie wszystkie – szczególnie jeśli swoich „misji” gdzieś nie zapiszesz. Co więcej – sam fakt, że nie poświęcisz odrobiny czasu na PRZEMYŚLENIE, co tak naprawdę należałoby zrobić, sprawia, że zapominasz o tym, że np. miało się jeszcze umówić z hydraulikiem, zacząć projekt i zrobić porządek na pulpicie laptopa. Do czego może to prowadzić?

Myślisz, że nie musisz planować swojego czasu?

Też daję się na to złapać: „Robienie planów? Pfff…”. Tymczasem za każdym razem, gdy taka bezczelna myśl pojawia się w moim toku rozumowania, około 22:00 wieczorem orientuję się dopiero, co powinienem zrobić (a nie zrobiłem) na przestrzeni dnia. Szkoda tylko, że wtedy jest już ździebko za późno, żeby za te rzeczy się zabrać. Nieplanowanie swoich działań skutkuje:

  • Zapominaniem o istotnych obowiązkach/terminach
  • Zmarnowanym czasem na ciągłe zastanawianie się, co jest jeszcze do zrobienia
  • Brakiem przygotowania do wydarzeń wartych tego przygotowania
  • Poczuciem przytłoczenia, zwiększeniem poziomu stresu i niepokoju, którego źródła trudno jest określić

Zgodnie z teorią obciążenia poznawczego – nie tylko każdy niezrealizowany obowiązek, ale również każde NIEZAPISANE zadanie wisi nad Tobą niczym miecz Damoklesa. Człowiek się wtedy martwi, stresuje i spina, a tak w zasadzie to nie wie nawet czym. A to są te wszystkie sprawy, które wiemy, że gdzieś tam są, ale niekoniecznie o nich pamiętamy.

Benjamin Franklin każdego dnia wstawał o 5 nad ranem, poświęcając trzy godziny na planowanie i przygotowanie się do zadań, które sobie wyznaczał. W ten sposób skutecznie klarował sobie wizję tego, co i w jaki sposób będzie realizował, osiągając skądinąd świetne rezultaty.

Uwaga na złudzenie planowania!

Słów kilka należałoby również dodać nt. jednego z najbardziej upierdliwych błędów poznawczych, których doświadcza większość normalnych ludzi. Złudzenie planowania to swego rodzaju pułapka – łatwo jest bowiem błędnie myśleć, że nasze cele zrealizujemy szybciej lub mniejszym kosztem niż stanie się to w rzeczywistości.

Statystyki są przygniatające – istnieje mnóstwo dowodów na to, że planowanie ludzkiego umysłu bywa kompletną mrzonką. Liczba projektów wielkich korporacji, które nie zdążyły z nimi na czas. Młodzi przedsiębiorcy, którzy myślą, że wypromują swoją markę za tysiąc złotych i wszystkie mamy, które oczekują od swoich dzieci, żeby zachowywały się tak, jak one tego chcą. We wszystkich tych przypadkach bardzo często dochodzi do rozstępu między tym, co planujemy, a tym, co, kiedy i jakim kosztem rzeczywiście uda się nam osiągnąć.

Człowiek ma taką manierę, że bierze na siebie wiele obowiązków, głośno mówi o tym, jakie to plany niedługo zrealizuje, a później stwierdza, że nie ma na to takich chęci, czasu i sił, jak miał na początku. I z wielkich słów efekty mierne, a wstydzić też się nikt nie lubi.

Intuicja podpowiada mi, że do każdego zamierzenia należałoby dołożyć sobie w prognozowaniu przynajmniej kilka kilogramów pragmatyzmu. Bo nawet jeśli staramy się być obiektywni, rzeczywistość pokazuje, że niestety z reguły przychodzi nam mijać się z naszymi przewidywaniami.

Ale planować w ogólnym rozrachunku warto. Pojawiające się sprawy do załatwienia po prostu opłaca się zapisywać, choćby w formie zwykłej listy zadań. I do tego zachęcam, bo i więcej się zrobi na przestrzeni dnia, a na sercu też jakby lżej i radośniej.

Jeżeli chcesz przeczytać darmowy e-book nt. tworzenia skutecznych list zadań, daj znać w komentarzu. Zachęcony (a jakże!) znacznie chętniej podejdę do pisania takiej praktycznej książeczki. I, jeśli dobrze się zmotywuję, do końca wakacji winna się taka 30-stronicowa książeczka pojawić.