ROZWÓJ OSOBISTY | PRAKTYCZNA PSYCHOLOGIA | RELACJE MIĘDZYLUDZKIE

3 sposoby na prokrastynację

, Motywacja



Prokrastynacja, czyli patologiczna skłonność do ciągłego odkładania wszystkich spraw na potem. Źródła tej tendencji można się doszukać w konflikcie między układem limbicznym (dążenie do uzyskania natychmiastowej nagrody) a korą przedczołową (zarządzanie sobą w czasie). Momentalna ulga po odłożeniu jakiejś czynności na później, każe człowiekowi wierzyć, że kładąc się na kanapie, podjął słuszną decyzję. Niestety doskonale zdaję sobie sprawę, jak ciężko czasem, szczególnie w natłoku obowiązków – wziąć się w garść i z lenia zamienić się w tytana pracy, który brzydzi się bezczynnością, ale jest to możliwe. Dzisiaj o 3 sposobach na to, jak się w takim stanie przełamać i zabrać do roboty.

„Prokrastynacja jest jak karta kredytowa. To świetna zabawa, dopóki nie dostaniesz rachunku.” – Christopher Parker

Dlaczego tak wiele osób niemal codziennie sobie folguje, a życie, jak gdyby nigdy nic – ucieka im bezpowrotnie, jak piasek przez palce? Nie wiem, ale wydaje mi się, że KOCHAMY komfort do tego stopnia, że każde działanie, które wymaga od nas wyciągnięcia choćby paluszka poza strefę tego komfortu, uważamy za potworny wysiłek i nieopłacalne poświęcenie. Szczególnie, gdy wiemy, że efekty nie pojawią się od razu, a będą wymagały miesięcy lub lat pracy. Wtedy to już w ogóle się nie chce.

Dziś nie wypiszę Ci recepty na magiczną pigułkę, która sprawi, że z nagła obudzisz w sobie nieograniczone pokłady motywacji, ale dam Ci solidny fundament, aby w kryzysowych sytuacjach znaleźć w sobie, niekiedy „nadludzką siłę” do ruszenia tyłka z kanapy. I zrobienia czegokolwiek konstruktywnego, aby wyrwać się z koszmaru niekończącej się stagnacji, która najczęściej prowadzi do nawarstwiania się nowych problemów i rodzi więcej wyrzutów sumienia, niż te, które odczuwał Judasz po zdradzie Jezusa. A więc – do dzieła.

1. Odetnij się od rozproszenia

Na początek musisz zlikwidować każdy potencjalny bodziec ze swojego otoczenia, który może rozproszyć Twoją uwagę i któremu zazwyczaj poświęcasz swój czas oraz energię, a który raczej nie sprawia, że Twoje życie zmienia się na lepsze. Pozbądź się wszystkich kostek rubika, gazet i kolorowanek, które znajdują się w zasięgu Twojego wzroku. Wyłącz telefon, Ipoda, komputer, telewizor oraz tableta. A najlepiej schowaj całe to cholerstwo w szafie. I nie trzęś portkami, że świat bez Ciebie nie istnieje, jeśli nie masz dostępu do Wi-Fi – naprawdę nic się nie stanie, jeśli na parę godzin nie będziesz mógł odpisać swojemu kumplowi na mejla albo jeśli nie zobaczysz wiadomości w telewizji.

Później, o ile to możliwe – udaj się w miejsce, w którym możesz liczyć na samotność. Żadnych rozmów z kimkolwiek, jesteś sam na sam ze sobą. Usiądź albo połóż się i… czekaj. Czekaj na oczyszczenie z całego tego chłamu, któremu przez ostatnie tygodnie poświęcałeś całe godziny, bez którego nie potrafiłeś się obyć. Żyjemy w świecie nadmiaru informacji, nasze mózgi nie zdążyły jeszcze nauczyć się, jak to ogarnąć i odnaleźć w tym wszystkim czas na realizację najistotniejszych obowiązków. Jak mieć przy tym energię do skupienia się na jednej rzeczy, która, choć konstruktywna, wydaje się trudniejsza od przeglądania memów w internecie.

Gdy minie odpowiednio dużo czasu (może to być dwadzieścia minut, w cięższych przypadkach nawet kilka godzin) – poprzez nicnierobienie i brak bodźców, na które normalnie marnowałbyś swoją energię, zyskasz, z pozoru niewytłumaczalną, chęć zrobienia czegoś pożytecznego. Zaczniesz myśleć w wyższych kategoriach, zauważysz napływ inspirujących pomysłów, które będą aż krzyczeć, że chcą być zrealizowane. I nie jutro, ani pojutrze, tylko właśnie TERAZ!

Skuteczność tej metody jest tak wysoka, ponieważ wychodzisz z punktu zero – jesteś niejako „zawieszony w próżni”, nie masz kontaktu z żadnymi, pochłaniającymi Cię wcześniej czynnikami. Twój umysł szybko się zatem zorientuje, że coś jest nie tak: „Hej, lubię sobie, dla przykładu, poleżeć i posłuchać muzyki, ale to jest przesada… wstawaj, trzeba coś przedsięwziąć!”. Możesz więc liczyć na to, że po takim oczyszczeniu pojawi się odpowiednia iskierka motywacji do działań, zwłaszcza jeśli trwało ono wystarczająco długo. To pierwszy i najważniejszy cios, który zadasz prokrastynacji. Jest naprawdę zabójczy.

2. Wizualizacja efektu

Gdy już oświeciło Cię, co takiego konstruktywnego mógłbyś dzisiaj zrobić – rozwiń tę wizję w swoich myślach. Słowem – poświęć czas na wizualizację egzekucji określonych zadań i nadaj jednemu z nich najwyższy priorytet (o czym dowiesz się więcej w kolejnym punkcie). Dokładnie zobacz siebie w roli kogoś, kto efektywnie realizuje określone plany – dokończony przez Ciebie projekt, posprzątane mieszkanie, przeczytaną książkę, wypełnione dokumenty, napisany artykuł, swoje zmęczone ciało po godzinnym treningu cardio. Piętnaście minut takiej wizualizacji powinno wystarczyć.

Ważne, aby wzbudzić w sobie uczucie, jakie pojawiłoby się, gdybyś rzeczywiście spełnił swoje obowiązki. Z tego miejsca znacznie łatwiej będzie Ci się wziąć do pracy, bo Twój umysł szybko zaadoptuje „wariant realizacji”, jako coś jak najbardziej możliwego do zrobienia. Łatwiej jest bowiem zrobić coś, co zobaczyło się wcześniej w myślach, przy czym wizja korzyści płynących z doprowadzenia do końca określonych zadań jest nadto motywująca.

3. JEDNO zadanie priorytetem

Wyobraź sobie, że codziennie budzisz się z siłą woli na poziomie 100 %. Oczywiście zakładam, że dbasz o swój organizm i odpowiednio się wysypiasz, bo jeśli czytasz Coaching Time, to wiesz, że sen jest bardzo istotny. Każdego ranka masz więc największy potencjał do tego, aby zrealizować co bardziej wymagające zadanie. Każdy, nawet najmniejszy obowiązek, który założyłeś, że spełnisz – wymaga poświęcenia kilku procent siły woli. Wniosek z tego taki, że natłok paradoksalnie małych spraw może kosztować Cię spalenie całego dziennego zasobu tejże energii, kiedy to nie zdążyłeś się zająć zadaniami, które były naprawdę ważne. Dlatego nie odkładaj niczego, co wydaje Ci się na określony moment najistotniejsze!

Wiele już pisałem o priorytetowaniu swoich planów w kontekście zarządzania czasem, ale jeśli walczymy z prokrastynacją, nie ma co silić się na tworzenie wymyślnych „to-do list”. Plan jest taki, żeby maksymalnie uprościć swoje obowiązki do wyłącznie JEDNEJ rzeczy, która jest absolutnie najważniejsza w dniu dzisiejszym. A co jeśli nie wiesz, jaka to rzecz? Wówczas najwyższym priorytetem powinno być dla Ciebie uświadomienie sobie, co taką rzeczą mogłoby być! Satysfakcja i zrzucenie ciężaru spełnienia „rzeczy najważniejszej” da Ci poczucie rozpędu i naturalnie zachęci do podjęcia dalszych działań (w tym realizacji drobnych zadań).

Ta technika jest bardzo pomocna, ponieważ dzięki niej nie obezwładnia cię ogrom obowiązków – Twój plan zakłada realizację jednego celu w danym dniu. Oczywiście realizacja tego głównego celu w zamierzeniu jest tak na „dobry początek”, ale dzięki takiemu podejściu nie nakładasz sobie dodatkowego ciężaru nieograniczonej liczby misji. Długie listy zadań w stanie wielodniowej prokrastynacji będą na Ciebie działać skrajnie niekorzystnie, dlatego daj sobie z nimi spokój i zabierz się za rzecz, która naprawdę się liczy.