ROZWÓJ OSOBISTY | PRAKTYCZNA PSYCHOLOGIA | RELACJE MIĘDZYLUDZKIE



Życie zawsze będzie przepełnione stresującymi sytuacjami. Dla mózgu i ciała ważne jest jednak to, jak reagujesz na stres. I czy potrafisz sobie z nim radzić. Dzisiaj kilka naukowo potwierdzonych sposobów na to, jak to zrobić.




Szczęście to nie jest idealny związek, bo takie nie istnieją. To nie wymarzona praca, która nie ma żadnych minusów, ani też posiadanie ciała, które jest pozbawione wad. To coś więcej i mniej w tym samym momencie.




Zainspirowany jesienną lekturą treści „sensu i przemijania”, zastanawiam się nad sprawami, o których raczej nie usłyszysz w telewizji śniadaniowej. I to nie jest tak, że o tych rzeczach nigdy się nie dowiedziałeś. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że o nich zapomniałeś, bo i mogłeś mieć ku temu powody.




W życiu można robić wiele rzeczy naraz. Ogrom możliwości, przed którymi stoi przeciętny człowiek XXI w, bywa na tyle przytłaczający, że łatwiej jest próbować wszystkiego po trochu, niż zdecydować się na konkretny kierunek swoich działań. Problem w tym, że w praktyce taki brak wyraźnego ukierunkowania daje mierne efekty. Smutna konsternacja pojawia się, gdy stwierdzasz: „Musiałem wszystkiego spróbować, ale przez to nie udało mi się niczego osiągnąć w żadnym obszarze”.




Bywa, że miłość spada na człowieka niczym bomba. Czasem wystarczy jedna randka, inauguracyjny seks, pierwsze wspólnie zjedzone spaghetti carbonara i już ma się wrażenie, że odnalazło się swoją bratnią duszę. Eksplozja podniecenia, ekscytacji i zakochania nie pozwala Ci myśleć o niczym innym, niż o swojej nowej miłości, która wydaje się ideałem. Ideałem, który od samego początku jest Tobą zachwycony i maksymalnie zaangażowany w waszą relację. Zapewnia o uczuciach, którymi Cię darzy i już planuje, jak nazwiecie waszego psa. Jeżeli właśnie jesteś w takiej sytuacji, to nie żebym chciał rujnować Ci zabawę, ale… lepiej miej się na baczności. Według psychiatry Dale’a Archera możesz być ofiarą manipulacji pt. bomba miłosna i nie zdawać sobie sprawy z prawdziwych zamiarów swojego „bajecznego” partnera.




Rozwój osobisty niesie ze sobą pewne ryzyko. Dobrze jest uprawiać sport, medytować, czytać dużo mądrych książek i ciężko pracować, ale prawda jest taka, że „zawsze można zrobić więcej”. Mowa o uporczywych wyrzutach sumienia, kiedy oczekiwane efekty nie pojawiają się tak szybko, jakby się chciało, a motywacja znika szybciej niż pieniądze w kasynie. Znam mnóstwo kobiet, które zadręczają się tym, że kolejny raz nie potrafiły utrzymać diety. Ciągle słyszę o osobach, które mają na siebie plan, ale go nie realizują, bo boją się porażki albo mają wrażenie, że to, co robią i tak będzie oznaczone etykietką pt. „za mało”. Ale rzeczywistość wygląda tak, że dopóki robisz tyle, ile możesz, to wystarczy.




Przyspieszone bicie serca, płytki oddech, drżenie głosu, spocone dłonie, napięcie mięśni i brak koncentracji – po tych objawach możesz poznać, że Twoje nadnercza wydzielają adrenalinę i noradrenalinę. Organizm przygotowuje się do ataku lub ucieczki. Kortyzol zagęszcza krew, powodując, że do Twojego mózgu dociera mała ilość tlenu. W efekcie stajesz się roztargniony i podatny na popełnianie błędów. Psycholog powiedziałby, że właśnie doświadczasz stresu, który nie musi być oczywiście szkodliwy. Problem pojawia się, gdy stres ten wiąże się z lękiem, który prześladuje Cię w sytuacjach, które niekoniecznie stanowią realne zagrożenie.




Z porażkami jest tak, że przeciętny Kowalski woli pójść do dentysty na borowanie zębów bez znieczulenia, niż przyznać się do przegranej. Społeczeństwo nie pochwala potknięć, a Ci, którzy jeżdżą nowymi BMW wziętymi w leasing, czują się lepsi od tych, którzy odkładają pieniądze na studia dla swoich dzieci. Problem tkwi w tym, że ludziom niezmiernie łatwo przychodzi podkopywanie wiary w samych siebie. Naprawdę nietrudno obarczać się wyrzutami sumienia, określić „nieatrakcyjnym”, „głupim” i „słabym”, z góry zakładając, że „nie da się rady”. Nie zauważa się przy tym, że każda porażka jest tylko etapem, który ma Cię czegoś nauczyć i w konkretną stronę popchnąć.




Dlaczego tak piekielnie często czujemy się fatalnie w związku z naszymi obowiązkami? Co takiego szczególnego sprawia, że na samą myśl o pewnych sprawach, które wiemy, że powinniśmy zrobić, dostajemy drgawek? Każdy, a przynajmniej większość z nas ma wiele na głowie – mogę się z tym zgodzić. Ale nadmiar obowiązków nie oznacza wcale, że jest to z miejsca źródło nieprzyjemnych emocji. Jest nim coś innego – fakt, że obiecałeś sobie, że zaczniesz biegać, założysz bloga i wstaniesz o 3:30, aby fotografować kaczki o wschodzie słońca, ale tego nie zrobiłeś. I tym samym zawiodłeś siebie.




Lubię metafory. A najbardziej lubię takie, które skłaniają nie tylko do refleksji, ale również do działania. Jordan B. Peterson, Kanadyjski psycholog kliniczny mówi: „Posortuj siebie” (Put yourself out). Według Petersona, człowiek, który nie rozwiązuje własnych problemów i nie bierze odpowiedzialności za własne życie, nadaje się do poskładania. I naprawdę nie brakuje mu argumentów, dlaczego warto się „posortować”.