Witaj na blogu o tematyce coachingu, rozwoju osobistego i psychologii, na którym znajdziesz mnóstwo rozwiązań dotyczących dokonywania spektakularnych zmian, osiągania sukcesu i tworzenia świetnych relacji. To miejsce, w którym masz okazję spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy.



Z porażkami jest tak, że przeciętny Kowalski woli pójść do dentysty na borowanie zębów bez znieczulenia, niż przyznać się do przegranej. Społeczeństwo nie pochwala potknięć, a Ci, którzy jeżdżą nowymi BMW wziętymi w leasing, czują się lepsi od tych, którzy odkładają pieniądze na studia dla swoich dzieci. Problem tkwi w tym, że ludziom niezmiernie łatwo przychodzi podkopywanie wiary w samych siebie. Naprawdę nietrudno obarczać się wyrzutami sumienia, określić „nieatrakcyjnym”, „głupim” i „słabym”, z góry zakładając, że „nie da się rady”. Nie zauważa się przy tym, że każda porażka jest tylko etapem, który ma Cię czegoś nauczyć i w konkretną stronę popchnąć.




Dlaczego tak piekielnie często czujemy się fatalnie w związku z naszymi obowiązkami? Co takiego szczególnego sprawia, że na samą myśl o pewnych sprawach, które wiemy, że powinniśmy zrobić, dostajemy drgawek? Każdy, a przynajmniej większość z nas ma wiele na głowie – mogę się z tym zgodzić. Ale nadmiar obowiązków nie oznacza wcale, że jest to z miejsca źródło nieprzyjemnych emocji. Jest nim coś innego – fakt, że obiecałeś sobie, że zaczniesz biegać, założysz bloga i wstaniesz o 3:30, aby fotografować kaczki o wschodzie słońca, ale tego nie zrobiłeś. I tym samym zawiodłeś siebie.




Lubię metafory. A najbardziej lubię takie, które skłaniają nie tylko do refleksji, ale również do działania. Jordan B. Peterson, Kanadyjski psycholog kliniczny mówi: „Posortuj siebie” (Put yourself out). Według Petersona, człowiek, który nie rozwiązuje własnych problemów i nie bierze odpowiedzialności za własne życie, nadaje się do poskładania. I naprawdę nie brakuje mu argumentów, dlaczego warto się „posortować”.




W szkole uczysz się algebry, odmieniać „być” po angielsku i o tym, z czego składa się ściółka leśna. Nie uczysz się natomiast, jak funkcjonuje miłość, ani jakie zasady rządzą relacjami damsko-męskimi. Dlatego większość ludzi nie potrafi zrozumieć, że jeśli cierpi się z powodu samotności to znak, że nie potrafi się prawdziwie kochać. Jeszcze.




Gdy człowiek staje w obliczu trudnych sytuacji, kiedy traci godność lub kogoś bliskiego i słyszy o sobie rzeczy, których nigdy nie chciałby usłyszeć, odczuwa niemoc. Na moment cierpienie, które wypełnia jego życie, wydaje się mu nie do przezwyciężenia. Po każdej stracie i trudnych doświadczeniach od bólu może uwolnić Cię tylko gniew. Twój największy sprzymierzeniec w walce o zmianę.




Zauważyłem na swoim przykładzie, że najwięcej radości i spokoju odczuwam wówczas, gdy mam kontrolę nad większością rzeczy, które dzieją się w moim życiu. Kiedy nie muszę się martwić o sprawy, siedzące wcześniej wyłącznie z tyłu mojej głowy i działam według jakiegoś planu. Dotyczy to mojej pracy, edukacji i związku. No dobrze, ale po czym poznać, że straciło się kontrolę nad własnym życiem? Dla większości będzie to problem z nadmiarem obowiązków, które coraz trudniej ogarnąć. Dla innych będą to nierozwiązane kwestie związane z relacjami międzyludzkimi lub ich brakiem. Kiedy coś nie działa, trzeba to naprawić. A do tego przyda się konkretna strategia.


Jak się odkochać?

, Motywacja



To była historia dwóch osób – Grzegorza i Moniki. Poznali się na studiach. Na początku ich relacja polegała na uskutecznianiu niewinnych żartów, piciu darmowej kawy z McDonalda i wspólnym udostępnianiu sobie pomocy naukowych w trakcie sesji. Ani jedno, ani drugie nie śmiało wówczas podejrzewać, że ta znajomość przerodzi się w coś większego, ale życie ma to do siebie, że bywa zaskakujące. Pewnego zimowego dnia, gdy zbliżał się czas świąt, oboje zaczęli się zastanawiać, jak to będzie opuścić akademik i wrócić do swoich rodzinnych miast na trzy tygodnie. I nie widzieć się przez ten okres ani razu.




Brak efektów. Niedoprowadzanie swoich przedsięwzięć do końca. Napięcie. Lęk przed krytyką. Smutek. Frustracja. Wyrzuty sumienia. Wszystko to łączy się z jedną rzeczą – dążeniem do doskonałości we wszystkim, czego się człowiek dotknie. Dzisiaj, z perspektywy czasu, gdy myślę o perfekcjonizmie z prawdziwego zdarzenia, to nasuwa się mi wyobrażenie nauczyciela-potwora. Ubrany w idealnie skrojony garniak z wielgachnym zegarem zamiast głowy, sterczy nade mną z kijem, gdy tylko zaczynam coś robić. „To musi być świetne” – słyszysz ten upierdliwy głosik i nim zdążysz spostrzec, idziesz za jego rozkazem. Straszne? No straszne, ale jakże prawdziwe.




Czasami chciałoby się cofnąć czas i poczuć jak bohater filmu „Powrót do przyszłości”, bo podjęło się złe decyzje. Pewnie dlatego większość ludzi nie znosi wysłuchiwać przestróg pt. „Nie rób tego, bo będziesz żałować”, bo mało jest uczuć, które budzą taką niechęć, jak żal. Żal jest nie tylko emocją, ale również karą, którą wymierzamy sobie, wydawałoby się, na własne życzenie. Często się też tego żalu obawiamy, starając się go za wszelką cenę uniknąć, dlatego warto nauczyć się sobie z nim radzić.




Ostatnio jeden z moich znajomych uświadomił mi, że z zołz i bad boyów się wyrasta. Że z czasem nabiera się na tyle doświadczeń, aby po pierwszej randce stwierdzić: „lepiej nie”. Jeżeli natomiast tych osobistych przeżyć brakuje – człowiek po prostu nie wie, z jakimi osobami warto tworzyć związki i bardzo cierpi z tego powodu.